Po mazurskich lasach
d a n e w y j a z d u
54.00 km
50.00 km teren
02:36 h
Pr.śr.:20.77 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Lipican vel Mondi
W zamierzchłej przeszłości gdzieś 2 tygodnie temu broniłam tytułu mistrza Polski mojego Banu . Broniłam i obroniłam choć Warszawiaki z centrali uszykowali "tajną" broń w postaci nowych zawodniczek. Nie dałam się. O 6 rano pojechałam obadać trasę czym przyprawiłam o zdumienie tych co właśnie szli spać po imprezie i właśnie zrezygnowali z wyścigu. Trasa z takich co ich nie lubię czyli interwały. Ciągle góra - dół i ciśnięcie. Na drugim kółku zobaczyłam jakąś damską przeciwniczkę majaczącą w oddali i nie wypadało nie dodać. W pięknym stylu wrzucając 12 minut drugiej, skatajona jak pies obroniłam tytuł i zaś potem poszłam na imprę. Co się działo to może nnie będę do końca zdradzać. Po dekoracji na którą jako mistrzynię wniesiono mnie na ramionach przystojnych kolegów, nie bardzo trzeźwych więc nieco obwiałam się o moją całość, były tańce na stole i ogólne szaleństwo również w moim wykonaniu. Zlądowałam w pokoju o świcie napatrzywszy się na goniących się po jeziorze mniej lub bardziej ubranych uczestników imprezy, nagadawszy się i ciągle się uperawszy, że maratony są lepsze od triatlonu itp. Zdjęcia nie wyszły z tej degrendolady bo operatorzy aparatów nie trafiali obiektywem w obiekty do fotografowania. Ogólnie ruja i poróbstwo czemu przypatrywałam się ze zdumieniem a szczęka mnie do teraz boli od śmiania ;)